wtorek, 20 sierpnia 2019

Jestem oryginałem

"Drogę jego wędrówki wyznaczają  wartości zawarte w Prawie i Przyrzeczeniu Harcerskim"

W ostatnim czasie w moje lepkie rączki trafiła książka. W sumie jest to bardziej zbiór artykułów które mimo, że były pisane naprawdę dawno, wciąż są aktualne. "Radość i Satysfakcja 2.0" autorstwa harcmistrza Grzegorza Całka. Jego teksty są wciągające i według mnie poruszają to, co powinno być zakorzenione u każdego człowieka, nie tylko harcerza, a mianowicie rozwój. 

Jak mantrę, od początku moich postów zawsze powtarzałam, że podstawą wszystkiego jest dobrze ułożona próba, czy to przewodnikowska, czy wędrownicza, nawet na stopień młodzika. 

Warto pytać co słychać u siebie, czy może nie jest to moment na powiedzenie stop. Aktualnie mamy sierpień, to doskonały moment na podsumowanie i wyznaczenie nowych celów. Za niedługo nowy rok szkolny, nowy rok pracy, dla harcerzy oczywiście harcerski, warto przysiąść i poukładać to i owo. 

Ten wpis to także podsumowanie pewnego etapu, mianowicie cykl wpisów o tematyce kodeksu wędrowniczego.

Stworzenie tego bloga było czymś naprawdę wspaniałym, nie dość, że uporządkowałam swoje myśli, to spełniłam kawałek swojego marzenia, ale wracając do pierwszej myśli.

Wędrówki nie zaczynasz od najtrudniejszych szlaków, tak samo szukania siebie. Najpierw mamy Prawo i Obietnicę zucha, to według nich uczymy się jak postępować. Następnie jako mali harcerze poznajemy Prawo i Przyrzeczenie. To taki wyższy stopień wtajemniczenia, ale dopiero kiedy stajemy się wędrownikami, którzy odpowiadają za swoją drogę, czyli rozwój, Prawo i Kodeks stają się uzupełnieniem, pomocnikiem w tym czymś zwanym dorastanie. 

I znowu pojawia się ta dobrze ułożona próba, pod okiem opiekuna któremu powiemy kiedy coś jest nie tak. Warto pamiętać, że nie trzeba otwierać stopni do tego, ale spisać swój system wartości i zasad i dorobić do niego działania, aby wzmocnić siebie to kwestia zapytania:

"Chcesz się stać kolejną kopią, czy mocnym oryginałem od którego można się uczyć?"

Nie chce nikogo obrażać, czy obniżać samoocenę, bo to nie o to chodzi, ale chce, żeby każdy z nas, każdy z Was pozostawił chodź jeden dobry ślad po sobie, żeby był mocny. 

"Chodź minęły długie lata,
Gdy ktoś pierwszy to powiedział, 
Wiem jak zmienić świat na lepsze
Może kiedyś sen się ziści"

PS. Polecam książkę wyżej.

wtorek, 23 lipca 2019

Tropimy... tylko co?

"Wędrownik stale uprawia wędrówki, wędruje w zimie, lecie, na wsi, w mieście, tropi miejsca gdzie może być pożyteczny"


Jejciu, na długo zawitała tu cisza. Wszystko ma swoje wzloty i upadki, tutaj pojawił się natłok wielu wydarzeń i czysty brak pomysłu. Zawsze staram się opisać moje rozumowanie kodeksu, ale wejść też w skórę innych. Trzymam się, że ludzie posiadają wady i zalety i tylko od nas zależy, czy akceptujemy ich z nimi wszystkimi. Moją wadą jest brak systematyczności, uwierzcie staram się ją wyrobić, ale nie od razu Rzym zbudowano.

Wędrówka to wyczyn. Prosty przykład, moim wyczynem było dostanie dobrej oceny z matmy, która nie idzie mi jakoś specjalnie dobrze. Albo jeszcze inny, wyczynem było nauczyć się wykonywać czynności lewą ręką, bo prawa była w gipsie. 

Według mnie, wędrówka to nie tylko marsz, ale też wędrówka przez nasz umysł, wiecie takie rozeznanie jakie w czym jestem dobry, a nad czym trzeba pracować. Tutaj znowu pojawia się kwestia dobrze rozpisane próby wędrowniczej i kolejnych stopni, żeby wyznaczyć sobie cele, faktycznie potrzebne nam, a nie żeby napisać cokolwiek. 

Okay, ale do czego zmierzam?

Dewiza mówi jasno, najpierw pomyśl - potem działaj. Jeśli chcemy znaleźć miejsce, gdzie możemy się przydać, najlepiej zacząć od  umysłu. Dokładne przemyślenie tego co potrafimy pomoże szybciej przystąpić do służby.

Na jednej ze zbiórek Julia, namiestnik wędrowniczy, przeprowadzała zbiórkę o służbie. Jednym z końcowych elementów były dwa pytania, "Z czym sobie radzę?" i "Czego potrzebuje środowisko?". Wypisywaliśmy w czym nasza drużyna jest dobra, choćby gotowanie, oraz co znajduje się w obrębie naszego działania i jak to połączyć. Czasami wychodziły naprawdę skomplikowane pomysły, było dużo śmiechu, ale miało nam to uświadomić, że jeśli nie wiem czego się podjąć najlepiej to przeanalizować, a potem działać.

Wędrownik tropi miejsce, gdzie służba przyniesie mu radość i satysfakcję z podjętego działania i efektu, jaki pozostawi po sobie.





sobota, 1 czerwca 2019

Polana



    Zazwyczaj jestem przyzwyczajona do około dwudziestu pięciu rozbieganych zuchów w każdy czwartek. Czasem człowiek na sam widok, ma ochotę się poddać, ale nauczyłam się jak bardzo są kreatywne i potrafią rozśmieszyć do łez. 

     Natomiast kiedy przychodzi piątek i zbiórka z harcerzami, ciągle jest dla mnie jak nowa lekcja, brakuje tylko podręczników, ale duża ilość śpiewników i gitary robią swoje. 

      Kurde, jeszcze zupełnie inaczej mają się zbiórki wędrownicze. Wtedy można odpocząć idąc na długi spacer, też to jest ten czas na przemyślenia  i spotkanie w kameralnym gronie. 

     Okay, trzy różne piony, trzy totalnie różniące się społeczności i jak to ma się do choćby samego tytułu co? A no tak, że autorka musi najpierw podzielić się rozmyślaniem nad wodospadem, a potem cała reszta.  Ogólnie w każdym z tych pionów przekazuję się jakąś wiedzę i także tę wiedzę się pochłania. 

     "Na dzisiejszą zbiórkę przyniosłam chusty. Nie przyniosłam ich, żeby się pochwalić ile ich mam, ale pokazać wam pewną zależność, że tak to ujmę."

     W ostatni dzień maja razem z Olą, przeprowadzałam zbiórkę dla harcerzy na temat Watry wędrowniczej. Prosta sprawa, ona tłumaczyła im ogólnie symbolikę, natomiast ja przybliżyłam to tak, jak ja to odczułam.

     "Pierwsze polano watry to służba. Do tego polana przypisałam tę chustę, czerwona z żółtą lamówką i złotym lwem z tyłu. Chusta gromady zuchowej w której jestem przyboczną. Wiecie, bycie kadrą i noszenie sznura to jedno, ale wypełnianie obowiązku jaki ten przywilej ze sobą niesie to coś więcej. Prawa ręka drużynowego, pomagam lub przygotowuję zbiórkę, wyjazdy na których odpowiadam za zuchy, przekazuję im wiedzę. W życiu codziennym też pełnię służbę. Zuchy nauczyły mnie jak z mam z nimi rozmawiać, jak się bawić, wykorzystuję to przebywając z dziećmi z ośrodka wychowawczego w Kalwarii też się bawię, spędzam czas. To też jest służba dla drugiego człowieka."

     Nie zamykajcie się na jedno środowisko. Zaznaczcie sobie, że warto podnosić poprzeczkę, choćby poprzez zmianę służby lub dodanie czegoś, ale nie zapominajcie przy tym o tym co najbliżej, waszej rodzinie. Służba powinna też sprawiać wam radość, wiecie, robicie to co lubicie i w czym czujecie się pewnie. Nic na siłę, efekty są lepsze jeśli coś wychodzi od nas/was.

     "To jest bardzo ważna chusta. Biała z małym pajątakiem, spięta agrafką, żeby ładnie się zwijała. Drugie polano kieruje nas na szukanie miejsca w społeczeństwie. Przez ostatni rok, a nawet więcej wyjazdy z tą drużyną nauczyły mnie, że drużyna to nie jest lista wpisana w ewidencję, a ludzie którzy współpracują ze sobą, tworzą wspomnienia, akceptują Ciebie takim jakim jesteś. Tak samo jest w grupie przyjaciół, tam nie ukrywasz kim jesteś, nie chowasz się za maską, nie udajesz. Poprostu mówisz, albo prawdziwy ja, albo cześć."

      Wędrownik to nie tylko harcerz, ale też osoba która funkcjonuje w społeczeństwie - rodzina, szkoła, przyjaciele. To polano jest takim środkiem, że harcerstwo jest, ale dla niektórych ta przygoda może się powoli kończyć i warto jest mieć poza ZHP swoje miejsce. Zapytacie, to czemu tak chusta? Przez ostatni rok to ludzie z tej drużyny, kilka osób z którymi mam coś innego niż harcerstwo. Choćby taki Dodek, jest dla mnie jak starszy brat, ktoś z kim porozmawiam na różne tematy, a harcerstwo jest jednym z ostatnich.

     Tak samo mam z wieloma osobami. Choćby najbliższa mi Eliza, która mimo mieszkania 582 km ode mnie, nie jest harcerzem, mało co rozumie z tego wszystkiego, ale nasza pasja pisania, tworzenia historii pozwoliła na wymyślanie projektów, które chcemy osiągnąć. Nie piszę tego jako "chwalenie się", tylko na zobrazowanie, że przyjaźnie poza harcerstwem są i szukanie miejsca, kontaktowanie się z ludźmi jest ważne i niezwykle wartościowe. Szukajcie swojego miejsca, rozwijajcie się, tego uczy ZHP.

     "Największe polano - samodoskonalenie się. Trzymam przed wami próbną chustę drużyny wędrowniczej Altairu, kolor fioletowy. Drużynę wędrowniczą tworzą ludzie, którzy wspólnie wyznaczają sobie cele, pomagają przezwyciężać lęki, uczą się od siebie nawzajem. Jest to też czas, kiedy wybieramy szkołę, studia. Doskonalimy się w wybranych dziedzinach i chcemy osiągnąć w nich mistrzostwo."

      Tylu ilu nas jest, tyle mamy pomysłów na siebie, na swoją drogę. Każdy jest inny, nie warto podążać za tłumem, ale za sobą. Może się okazać, że zostaliście sami, ale tak szczerze, wolicie męczyć się z czymś co kompletnie was nie interesuje, wręcz denerwuje, czy robić coś, co przybliża was do spełniania marzeń?

      Polana Watry wędrowniczej są takim wyznacznikiem, gdzie w życiu w którym poukładaliśmy swój rozum, ciało i ducha, przyszedł czas na doszlifowanie. Prawdopodobnie będziecie mieć inne podejście, ale ile nas tu jest, tyle pomysłów i koncepcji.

     Warto zaznaczyć ostatnią rzecz, mianowicie cały symbol znajduje się na zielonym tle. Ma nam przypominać, że cała symbolika, wszystkie trzy rozważania na temat płomieni, samego ogniska i polan odbywają się na tle harcerskiego życia, czyli najpierw podstawowy zestaw: rodzina, praca, szkoła, przyjaciele.

 
 
Ps. Nad wodospadem można rozmyślać, mianowicie każdy ma coś w sobie z małego zucha, dlatego wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka!


niedziela, 26 maja 2019

Potrzeba

"To wyczucie wędrownik łatwo odszuka w sobie"

Najwięcej trudności sprawiają najprostsze treści. Przykładem, może nie jakiś wybitny, ale prosty jeśli lubimy jakiś przedmiot w szkole, chcemy wiedzieć więcej, natomiast jeśli jest na odwrót - poprostu dajemy sobie z tym spokój. 

Schody zaczynają się, jeśli przyjrzymy się grupie osób, w której jedna z nich ma odmienne zdanie. Nie chcąc być odrzuconym, przyjmuje to samo co inni lub jasno daje do zrozumienia, że szuka grupy o podobnych zainteresowaniach, czy zdaniu jak ona. Wiele osób traci w ten sposób "przyjaciół", zostaje myśleć gdzie się podziać. 

Uczymy się na błędach, niezależnie od wieku, dlatego o wiele lepiej jest jeśli, o pewnych rzeczach przekonamy się na własnej skórze, w sensie jeśli wiemy, że w jakieś grupie musimy walczyć o miejsce, podlizywać się, odrzucać swoje przemyślenie, to jaki jest sens naszego rozwoju? 

Są towarzystwa, gdzie nie zawsze jesteśmy mile widziani, grunt to przyswoić to sobie i znaleźć punkt zwrotny, poszukać tam, gdzie faktycznie widać, że ja, ty, on, ona jesteśmy podobni.

Czasami szukanie swojego miejsca trwa bardzo długo. To też w pozytywny sposób wpływa na nasz charakter, uczymy się na błędach, nie powtarzamy ich. Ciągle pniemy wyżej, budujemy swoją drogę.

Całe dotychczasowe rozmyślanie nad kodeksem wędrowniczym jest po to, żeby dochodząc do tych siedmiu słów zastanowić się nad towarzystwem w jakim przebywamy, czy aby na pewno to jest nasze miejsce. 

Wędrownik, jeśli tylko żyje w zgodzie sam ze sobą, łatwo odczuje, że to jego środowisko. Odczuciem będzie uśmiech po super zabawie lub całkiem wyczerpującym dniu służby, będzie to poprostu przyjemne uczucie wewnątrz nas, mówiące, że wszystko jest na swoim miejscu.


"Kiedy wieczór nas połączył
z rąk do serca mkną iskierki
i gdy oczy są wpatrzone 
w płomień szczęścia i podzięki"

poniedziałek, 13 maja 2019

Płomień


     Wykreujcie w swojej głowie taką chmurkę, w której na waszych pagonach widnieją tylko gwiazdki. Jeśli oczywiście tam są, to udało wam się zdobyć kolejny stopień harcerski, tylko w pionie wędrowniczym. Pytanie brzmi, dlaczego na pagonach, a nie pagonie? Przecież po lewej stronie powinien być naramiennik wędrowniczy, skoro w animacji mamy gwiazdki, prawda?

     Na samym początku bloga, podkreślałam i nadal tak uważam, że dobrze przemyślana próba wędrownicza jest niezwykle pomocna i wartościowa w zdobywaniu kolejnych stopni. Niestety, znam środowiska, gdzie naramiennik jest zbędny, a zdobywanie stopnia Harcerski Orlej, czy Harcerza Orlego jest poprostu nijakie, a wręcz nie ma go. Piszę o tym, ponieważ nie bez powodu zadania na naramiennik są tak rozpisane, aby przyjrzeć się pewnym elementom bliżej. 

     Ludzie z natury są ciekawscy, na pewno ja się do nich zaliczam, ponieważ jak zaczęłam realizować stopnie harcerskie, była zaciekawiona jak wyglądają próby na stopień starszych ode mnie harcerzy. Kiedy czytałam wymagania próby Harcerki Orlej, pojawił się mętlik. Dlaczego została ona podzielona na trzy części, tak bardzo odbiegające od siebie, a próba Harcerki Rzeczypospolitej była złożona z trzech zadań, tak samo jak poprzednie, bardzo różniące się. 

    Tak jak mówię, byłam ciekawa i jeszcze bardzo mało rozumiałam, dlatego teraz, kiedy realizuję zadania na naramiennik wędrowniczy, ma to dla mnie sens i jest zrozumiałe.

     Przyglądając się samej Watrze, składa się ona z sześciu elementów. Trzy płomienie ustawione rosnąco, oraz trzy polana mniej - więcej jednakowej wielkości. Okay, po co tak dokładnie przytaczam kształt Watry? Czy nie miało być o symbolice?

     Symbolika to nawet kształt i teraz się może wydawać to dość dziwne, ale jeśli zrozumiecie mój tok rozumowania, ma to sens, a nawet dość duży.

     Człowiek uczy się całe życie, nawet w tak prostych czynności jak czytanie ze zrozumieniem. Mam z tym problem, pewnie temu zawsze brakuje mi punkta do wyższej oceny, ale tak, jeśli uważnie czytaliście posty, a obstawiam, że tak, podkreślałam, że nie liczą się kilometry,  a samo przejście. Jesteśmy naprawdę różni i dla kogoś Leskowiec jest niewinną górką, a dla kogoś wyzwaniem. W sile ciała chodzi o to, żeby poszerzać swoje granice z rozsądkiem. Jeśli zaplanujemy, że będziemy regularnie ćwiczyć, super, ale nie rzucajmy się na głęboką wodę, małymi krokami do celu. Efekt jest o wiele lepszy, wyrabia to naszą wolę walki, choćby o posiadanie zdrowej i zadbanej sylwetki.

     Nieco większy płomień skupia naszą uwagę sile rozumu. Wędrówka to nie tylko wysiłek fizyczny, ale też nasza wiedza i zainteresowania. Czy fotograf amator, czy malarz, miłośnik mikrorganizmów, informatyk i wiele więcej, warto jest pogłębiać swoje pasje. Warto pamiętać, że próba ma nam też pomóc je realizować, a nie ograniczać. To jakie mamy pasje jest elementem łączacym ostatni płomień.

     Siła ducha jest zwięczeniem trzech płomieni. Poprzez wysiłek fizyczny i rozwijanie swoich zainteresowań kształtuje się nasz pogląd na świat. Na tej podstawie szukamy miejsca gdzie możemy pomóc oraz gdzie możemy dzielić się swoimi przemyśleniami. Sprawą "sporną" może być kwestia wiary, ale to jest tak samo jak już kiedyś pisałam, że nikt nic nie narzuca i jeśli czujemy się związani z Bogiem pielęgnujemy to, natomiast jeśli nie, ok nie jest to przestępstwo.

     Od najmniejszego do największego płomienia, są puzzlami które złożone w układankę dają efekt w postaci naszego postępowania. Bliższe spotkanie nastąpi, kiedy podejmiecie decyzję o próbie HO.

     

wtorek, 7 maja 2019

Wieczny ogień


     Kiedy bieszczadzkie anioły trącą któregoś z nas swoim skrzydłem, stajemy się ich braćmi. Podobnie jest, kiedy nadchodzi magiczny moment nadania. Magiczny, bo nigdy nie wiadomo co będzie nadane, kto to zrobi, ale pewne jest, że zostajemy w coś wtajemniczeni.

     Wspominałam na początku bloga(nawet tytuł posta był ten sam), że na ognisku rozpoczynającym Inaugurację Roku Harcerskiego w Dolinie Będkowskiej, jedna harcerka otrzymała naramiennik wędrowniczy. Naramiennik otrzymała z rąk swojego opiekuna, a dodatkiem był fakt, że symbol pionu przez długi czas był jego. Trudno o bardziej wzruszający moment, ale tak, naramiennik jest symbolem przynależności, takiego wtajemniczenia w społeczność wędrowników. Jeśli widnieje on na naszym pagonie, znaczy, że próba wędrownicza za nami, a zatem nie jest nam obca symbolika, prawda? Dużo tego, ale warto się zastanowić, co nosimy na mundurze.

    Ognisko to zamknięty krąg. Zasiadamy do niego jak jedna, wielka rodzina, wtajemniczeni w urok płomieni, które dają nam ciepło, napełniają nas nową energią oraz dają do myślenia. W małych grupach, rozmowy przy ognisku są szczególne. Pamiętam bardzo kameralny biwak z drużyną Patrycji, mieliśmy dwa ogniska i oba skłaniały nas do pomyślenia, co się dzieje, jeśli w jednostce brakuje tradycji, obrzędów lub są one zapomniane. Jak bardzo zanika więź między harcerzami którzy byli i którzy są obecnie. Powstaje dziura, którą trudno jest zapełnić.

    Ognisko wyszyte na naramienniku, jest symbolem tego, co daje nam ogień i jak zespala ze sobą harcerzy, a nawet ludzi nie związanych  harcerstwem, zwykłe rodziny, przyjaciół.

    Trudniejsza sprawa pojawia się, jeśli pomyślimy nad poszczególnymi elementami watry wędrowniczej. Jestem zdania, że na raz ciężko jest wszystko zrozumieć, dlatego pozwólmy aniołom ulecieć i poczekać aż skrzydłem wskażą nam drogę.

Ps. Ostatnio wzięłam się do prężnej pracy nad śpiewnikiem. Komuś świta, która piosenka szumi mi w głowie?

niedziela, 5 maja 2019

"Tyle nas omija"

"Wędrówką nie będzie przyspieszony tupot nóg, nadmiar krzykliwego hałasu, lecz właśnie cisza wśród ciszy lasu, skupienie wobec wschodów i zachodów słońca"



Pamiętne dni chwały, kiedy po zakończeniu roku szkolnego przychodziłam z mnóstwem wyróżnień, a co najważniejsze czerwonym paskiem na świadectwie. Wspomnienia czasów podstawówki, kiedy ambicja na same piątki była wysoka, jak dla mnie jest straceniem czegoś. Uczyłam się nie dla tego, że coś mnie interesowało, tylko chciałam być w tych najlepszych.

Zdobywanie sprawności, rozpisywanie prób na stopnie aż do kursów i warsztatów w celu pogłębiania wiedzy i samodoskonalenia się jako przyszły przyboczny czy drużynowy. Mnóstwo form aby się sprawdzić, zaczynając od zbiórek, poprzez organizację biwaków i udział w obozach jako kadra. Druga szkoła, tylko w tym przypadku, jest to nieobowiązkowe, a dla tych co chcą.

Porównując system kształcenia szkoła vs. harcerstwo, odnoszę wrażenie, że nie powinny one się kłócić, a wspierać i pomagać sobie nawzajem. Mówię o tym, ponieważ znam miejsca, gdzie  odczuwany jest brak tego, o czym wspominałam w drugim akapicie.

Czasami wyobrażam sobie prostą animację: człowiek, stojący na drodze. Po lewej stronie ciągną się zielone łąki, a po prawej biegający ludzie.

Okay, skoro zapewne i tak macie w głowie ten obrazek, pomyślmy sobie, że idąc w prawą stronę wpadacie prosto w wyścig szczurów, gdzie pieniądz i kariera stawiane są na pierwszym miejscu. Wydaje mi się, że świat zmierza do systemu, gdzie każdy ma przypisane swoje stanowisko i liczy się praca. To kim jesteśmy, jakie mamy zainteresowania, czy może mamy smykałkę do czegoś ponad wymagania pracodawcy, nie nikogo to nie obchodzi. Jeśli was zabraknie, trudno pojawi się nowa osoba na wasze stanowisko. Suma sumarum, wykończony sami siebie.

Wchodząc na zielone łąki, odczuwa się pewien luz. Szukamy swojego miejsca w społeczeństwie, miejsca gdzie czujemy się potrzebni, nasza kariera nabiera tępa, ale to my je wyznaczamy. Szukamy wyczucia, kiedy możemy śmiało iść do przodu, a kiedy warto przystanąć i pomyśleć. Wydawać się może, że taka osoba jest samotnikiem, a tak naprawdę jest na odwrót. Nie pędząc jak inni, pielęgnuje to co jest dla niego ważne, jak przyjaciele czy rodzina.

Mamy mnóstwo możliwości, uczymy się na błędach, alternatyw jest pełno, a przy tym korzystamy z uroków życia, nie omijamy tego, co może już nie wrócić. Inaczej jest budzić się ze wschodem słońca samemu, a inaczej mając u boku czy to miłość czy przyjaźń. Brzmi to bajecznie, ale jeśli chodź trochę czujecie się wędrownikami i umiecie wykorzystać to co dało wam harcerstwo, będziecie wiedzieć jak zbudować solidną ścieżkę i brać z życia garściami.

Wędrownik posiada bagaż doświadczeń. Jeszcze jako młody harcerz może mało rozumiał, robił to co koledzy, szedł za tłumem. Teraz odczuwa ile się dzięki temu nauczył i przychodzi czas na przemyślenia.

Ps. Wiecie, że tytuł posta jak i sam pomysł ma swoje źródło w pewnym potoku?


Wyczyn na miarę siebie

        Zapewne każdy z nas, raz czy dwa, może więcej śnił czy marzył o zdobywaniu. Wielu osiągnięć, czy to sportowych, naukowych, a może...