poniedziałek, 13 maja 2019

Płomień


     Wykreujcie w swojej głowie taką chmurkę, w której na waszych pagonach widnieją tylko gwiazdki. Jeśli oczywiście tam są, to udało wam się zdobyć kolejny stopień harcerski, tylko w pionie wędrowniczym. Pytanie brzmi, dlaczego na pagonach, a nie pagonie? Przecież po lewej stronie powinien być naramiennik wędrowniczy, skoro w animacji mamy gwiazdki, prawda?

     Na samym początku bloga, podkreślałam i nadal tak uważam, że dobrze przemyślana próba wędrownicza jest niezwykle pomocna i wartościowa w zdobywaniu kolejnych stopni. Niestety, znam środowiska, gdzie naramiennik jest zbędny, a zdobywanie stopnia Harcerski Orlej, czy Harcerza Orlego jest poprostu nijakie, a wręcz nie ma go. Piszę o tym, ponieważ nie bez powodu zadania na naramiennik są tak rozpisane, aby przyjrzeć się pewnym elementom bliżej. 

     Ludzie z natury są ciekawscy, na pewno ja się do nich zaliczam, ponieważ jak zaczęłam realizować stopnie harcerskie, była zaciekawiona jak wyglądają próby na stopień starszych ode mnie harcerzy. Kiedy czytałam wymagania próby Harcerki Orlej, pojawił się mętlik. Dlaczego została ona podzielona na trzy części, tak bardzo odbiegające od siebie, a próba Harcerki Rzeczypospolitej była złożona z trzech zadań, tak samo jak poprzednie, bardzo różniące się. 

    Tak jak mówię, byłam ciekawa i jeszcze bardzo mało rozumiałam, dlatego teraz, kiedy realizuję zadania na naramiennik wędrowniczy, ma to dla mnie sens i jest zrozumiałe.

     Przyglądając się samej Watrze, składa się ona z sześciu elementów. Trzy płomienie ustawione rosnąco, oraz trzy polana mniej - więcej jednakowej wielkości. Okay, po co tak dokładnie przytaczam kształt Watry? Czy nie miało być o symbolice?

     Symbolika to nawet kształt i teraz się może wydawać to dość dziwne, ale jeśli zrozumiecie mój tok rozumowania, ma to sens, a nawet dość duży.

     Człowiek uczy się całe życie, nawet w tak prostych czynności jak czytanie ze zrozumieniem. Mam z tym problem, pewnie temu zawsze brakuje mi punkta do wyższej oceny, ale tak, jeśli uważnie czytaliście posty, a obstawiam, że tak, podkreślałam, że nie liczą się kilometry,  a samo przejście. Jesteśmy naprawdę różni i dla kogoś Leskowiec jest niewinną górką, a dla kogoś wyzwaniem. W sile ciała chodzi o to, żeby poszerzać swoje granice z rozsądkiem. Jeśli zaplanujemy, że będziemy regularnie ćwiczyć, super, ale nie rzucajmy się na głęboką wodę, małymi krokami do celu. Efekt jest o wiele lepszy, wyrabia to naszą wolę walki, choćby o posiadanie zdrowej i zadbanej sylwetki.

     Nieco większy płomień skupia naszą uwagę sile rozumu. Wędrówka to nie tylko wysiłek fizyczny, ale też nasza wiedza i zainteresowania. Czy fotograf amator, czy malarz, miłośnik mikrorganizmów, informatyk i wiele więcej, warto jest pogłębiać swoje pasje. Warto pamiętać, że próba ma nam też pomóc je realizować, a nie ograniczać. To jakie mamy pasje jest elementem łączacym ostatni płomień.

     Siła ducha jest zwięczeniem trzech płomieni. Poprzez wysiłek fizyczny i rozwijanie swoich zainteresowań kształtuje się nasz pogląd na świat. Na tej podstawie szukamy miejsca gdzie możemy pomóc oraz gdzie możemy dzielić się swoimi przemyśleniami. Sprawą "sporną" może być kwestia wiary, ale to jest tak samo jak już kiedyś pisałam, że nikt nic nie narzuca i jeśli czujemy się związani z Bogiem pielęgnujemy to, natomiast jeśli nie, ok nie jest to przestępstwo.

     Od najmniejszego do największego płomienia, są puzzlami które złożone w układankę dają efekt w postaci naszego postępowania. Bliższe spotkanie nastąpi, kiedy podejmiecie decyzję o próbie HO.

     

wtorek, 7 maja 2019

Wieczny ogień


     Kiedy bieszczadzkie anioły trącą któregoś z nas swoim skrzydłem, stajemy się ich braćmi. Podobnie jest, kiedy nadchodzi magiczny moment nadania. Magiczny, bo nigdy nie wiadomo co będzie nadane, kto to zrobi, ale pewne jest, że zostajemy w coś wtajemniczeni.

     Wspominałam na początku bloga(nawet tytuł posta był ten sam), że na ognisku rozpoczynającym Inaugurację Roku Harcerskiego w Dolinie Będkowskiej, jedna harcerka otrzymała naramiennik wędrowniczy. Naramiennik otrzymała z rąk swojego opiekuna, a dodatkiem był fakt, że symbol pionu przez długi czas był jego. Trudno o bardziej wzruszający moment, ale tak, naramiennik jest symbolem przynależności, takiego wtajemniczenia w społeczność wędrowników. Jeśli widnieje on na naszym pagonie, znaczy, że próba wędrownicza za nami, a zatem nie jest nam obca symbolika, prawda? Dużo tego, ale warto się zastanowić, co nosimy na mundurze.

    Ognisko to zamknięty krąg. Zasiadamy do niego jak jedna, wielka rodzina, wtajemniczeni w urok płomieni, które dają nam ciepło, napełniają nas nową energią oraz dają do myślenia. W małych grupach, rozmowy przy ognisku są szczególne. Pamiętam bardzo kameralny biwak z drużyną Patrycji, mieliśmy dwa ogniska i oba skłaniały nas do pomyślenia, co się dzieje, jeśli w jednostce brakuje tradycji, obrzędów lub są one zapomniane. Jak bardzo zanika więź między harcerzami którzy byli i którzy są obecnie. Powstaje dziura, którą trudno jest zapełnić.

    Ognisko wyszyte na naramienniku, jest symbolem tego, co daje nam ogień i jak zespala ze sobą harcerzy, a nawet ludzi nie związanych  harcerstwem, zwykłe rodziny, przyjaciół.

    Trudniejsza sprawa pojawia się, jeśli pomyślimy nad poszczególnymi elementami watry wędrowniczej. Jestem zdania, że na raz ciężko jest wszystko zrozumieć, dlatego pozwólmy aniołom ulecieć i poczekać aż skrzydłem wskażą nam drogę.

Ps. Ostatnio wzięłam się do prężnej pracy nad śpiewnikiem. Komuś świta, która piosenka szumi mi w głowie?

niedziela, 5 maja 2019

"Tyle nas omija"

"Wędrówką nie będzie przyspieszony tupot nóg, nadmiar krzykliwego hałasu, lecz właśnie cisza wśród ciszy lasu, skupienie wobec wschodów i zachodów słońca"



Pamiętne dni chwały, kiedy po zakończeniu roku szkolnego przychodziłam z mnóstwem wyróżnień, a co najważniejsze czerwonym paskiem na świadectwie. Wspomnienia czasów podstawówki, kiedy ambicja na same piątki była wysoka, jak dla mnie jest straceniem czegoś. Uczyłam się nie dla tego, że coś mnie interesowało, tylko chciałam być w tych najlepszych.

Zdobywanie sprawności, rozpisywanie prób na stopnie aż do kursów i warsztatów w celu pogłębiania wiedzy i samodoskonalenia się jako przyszły przyboczny czy drużynowy. Mnóstwo form aby się sprawdzić, zaczynając od zbiórek, poprzez organizację biwaków i udział w obozach jako kadra. Druga szkoła, tylko w tym przypadku, jest to nieobowiązkowe, a dla tych co chcą.

Porównując system kształcenia szkoła vs. harcerstwo, odnoszę wrażenie, że nie powinny one się kłócić, a wspierać i pomagać sobie nawzajem. Mówię o tym, ponieważ znam miejsca, gdzie  odczuwany jest brak tego, o czym wspominałam w drugim akapicie.

Czasami wyobrażam sobie prostą animację: człowiek, stojący na drodze. Po lewej stronie ciągną się zielone łąki, a po prawej biegający ludzie.

Okay, skoro zapewne i tak macie w głowie ten obrazek, pomyślmy sobie, że idąc w prawą stronę wpadacie prosto w wyścig szczurów, gdzie pieniądz i kariera stawiane są na pierwszym miejscu. Wydaje mi się, że świat zmierza do systemu, gdzie każdy ma przypisane swoje stanowisko i liczy się praca. To kim jesteśmy, jakie mamy zainteresowania, czy może mamy smykałkę do czegoś ponad wymagania pracodawcy, nie nikogo to nie obchodzi. Jeśli was zabraknie, trudno pojawi się nowa osoba na wasze stanowisko. Suma sumarum, wykończony sami siebie.

Wchodząc na zielone łąki, odczuwa się pewien luz. Szukamy swojego miejsca w społeczeństwie, miejsca gdzie czujemy się potrzebni, nasza kariera nabiera tępa, ale to my je wyznaczamy. Szukamy wyczucia, kiedy możemy śmiało iść do przodu, a kiedy warto przystanąć i pomyśleć. Wydawać się może, że taka osoba jest samotnikiem, a tak naprawdę jest na odwrót. Nie pędząc jak inni, pielęgnuje to co jest dla niego ważne, jak przyjaciele czy rodzina.

Mamy mnóstwo możliwości, uczymy się na błędach, alternatyw jest pełno, a przy tym korzystamy z uroków życia, nie omijamy tego, co może już nie wrócić. Inaczej jest budzić się ze wschodem słońca samemu, a inaczej mając u boku czy to miłość czy przyjaźń. Brzmi to bajecznie, ale jeśli chodź trochę czujecie się wędrownikami i umiecie wykorzystać to co dało wam harcerstwo, będziecie wiedzieć jak zbudować solidną ścieżkę i brać z życia garściami.

Wędrownik posiada bagaż doświadczeń. Jeszcze jako młody harcerz może mało rozumiał, robił to co koledzy, szedł za tłumem. Teraz odczuwa ile się dzięki temu nauczył i przychodzi czas na przemyślenia.

Ps. Wiecie, że tytuł posta jak i sam pomysł ma swoje źródło w pewnym potoku?


wtorek, 23 kwietnia 2019

Pomyśl

"Wędrownik jest zawsze gotów nieść pomoc"

Brzmi bardzo banalnie, prawda? Uczą nas, że trzeba pomagać i kochać się nawzajem, być miłym, a to wszystko zawarte w słowach naszych dziadków, ciotek, wychowawców, rodziców i jest tego pewnie jeszcze z tuzin.

Wędrownik, osoba która zaradzi na prawie wszystko, na prawie, ponieważ w zgiełku pomagania innym, czasem zapominamy o sobie. Okay, o co tej zwariowanej autorce chodzi, to pomagamy czy nie?

Jeżeli prześledzimy na spokojnie tydzień, w którym dzieje się naprawdę dużo, zobaczymy ile działań powstało w celu pomocy drugiemu, zapewne będzie tego sporo. Tu pomogę napisać konspekt, a tu pomogę przy sprzątaniu, a tu wolontariat, a jeszcze kumpela prosiła o pomoc z pracą domową... I tak dalej. 

To jest dobre, to czysta pomoc, inicjatywa z naszej strony w celu szybszego wykonania działania. W przypadku ratowników czy medycznych czy ZHP przedłużenie życia, uniknięcie fatalnych skutków jakiegoś wypadku. Jeden wykładowca na kursie WKPP mówił, że jak nas obudzi w nocy i zapyta co jest najważniejsze, odpowiemy – "BEZPIECZEŃSTWO" nasze i poszkodowanego. 

Okay, ale drugi akapit mówi stricte o nas samych. A no, jeśli działając prężnie na przestrzeni kilku miejsc, czy pamiętamy aby zadbać o siebie? Pomóc sobie, to zadbać o zdrowy posiłek, potrzebę snu, a może nawet większy odpoczynek w postaci spaceru czy serialu. To też jest pomoc, dla nas. Co z nas za pomocnicy, jeśli jesteśmy na skraju wytrzymałości? 

Dewiza wędrownicza mówi "... zobacz, pomyśl - pomóż, czyli działaj". Znaczy, że każda pomoc ma jakieś podłoże, tak skonstruowane, żeby ruszyć z pomocą, podjąć działanie. Zaznaczyć trzeba, że nie należy zgrywać superbohatera który pomoże na wszytko. Nakładanie skomplikowanych bądź dużej ilości problemów na siebie nie jest strzałem w dziesiątkę. Zapominamy o nas, a kiedy padniemy wyczerpani z sił, to co z tą pomocą? 

Ratownik nie może być ratowany i tu jest tak samo. Jeśli chcemy pomóc, pomyślmy, a potem działajmy, nie na odwrót. Czasami pomoc o mniejszym zakresie działania jest czymś naprawdę dużym. Fajnie jest mieć satysfakcję z tego, że się pomogło, a to najlepiej smakuje jeśli i my i osoba której pomagamy są zadowoleni.

Wędrownik jest gotów nieść pomoc, dla tego co wokół niego i siebie samego.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Co u mnie?

"Wędrowników nie wystarcza znajomość miejsca zamieszkania, wędrownika ciekawi świata, wędrownik patrząc na swoją przyszłość pragnie odnaleźć własną ścieżkę"



Zawsze uważałam, że znam mój dom świetnie. Miejscowość i okolice w stanie doskonałym, że aż robiło się nudno. Znać i powtarzać schematy spacerów, ścieżek do znajomych, zakamarków w oddalonych miejscach.

Pojechałam na pierwszy obóz i mówiłam sobie, nowe miejsce, nowe rzeczy do odkrycia, pełno tajemnic. Ekscytacja, pełna możliwość, w końcu coś się dzieje. Z kolejnymi wakacjami mówiłam, że znam bazę na pamięć, nie odczuwałam tego co kiedyś.

Powiem, że byłam głupia.

W pierwszych postach podkreślałam, że nie ważne ile kilometrów, a jaki jest efekt. Nie ważne ile wyjazdów, ważne jaki przynoszą efekt. Ważne, by szanować innych, mówić otwarcie o swojej słabości. Piszę to, a sama zapominam stosować się do tego. Czysta hipokryzja.

Moje patrzenie na świat ulegało zmianom, jak u każdego z nas. Powoli wyrabiamy zdania, opinie w pewnych kwestiach. Wyrabiamy samych siebie, żeby pokazać się od tej dobrej strony.

Czasem jest tego za dużo. Planujemy, rozmyślamy, układamy schematy i zapominamy o najważniejszym - o nas samych. Nas, jako pojedynczym człowieku który ma prawo do błędów, ma wady, ma cechy charakterystyczne. Kurde, w tym wszystkim nie zapytaliśmy siebie, czy mamy czas dla siebie, czy może nie chcemy przerwy.

Wiecie, ostatnio planowałam. Dużo do przodu, dużo na tip top, wiecie tak perfekcyjnie, a w prima aprilis wylałam gorący olej na stopy. I wszystko nagle się sypło. Gdzie tu wyjazdy, zbiórki, szkoła, święta. Nie powiem, byłam zła to mało powiedziane, miałam ochotę wybuchnąć.

Eliza powiedziała i bardzo dobrze, w końcu odpocznę. Zawsze mówiła co myśli i nie bała się prawić mi kazania, że zamiast myśleć o zdrowiu, myślę co z wyjazdami. I miała rację, miała dużą rację.

Myślałam, że znam mój dom, a tu było na odwrót. Nie pamiętałam kiedy rozmawiałam z mamą o czymś innym niż oceny, czy jak w gromadzie. Nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłam czas z siostrami, kiedy oglądałam serial. Planowałam wszytko, a zapomniałam o tym co mam pod nosem, nie uwzględniłam siebie. Liczyłam wyjazdy, kiedy spotkam znajomych, kiedy wyjdę z domu, a wszystko co w nim olałam. Potem zrozumiałam, że nie potrzebowałam być na tylu wyjazdach, a potrzebowałam odnowić coś, co zostało zapomniane.

Nowym miejscem nie musi być miasto 50 km od domu, wystarczy przyjrzeć się jak zmienia się otoczenie wokół nas, jak my sami się zmieniamy. Próba wędrownicza pomaga nam pracować nad sobą, pomaga nam dorosnąć do pewnych kwestii i ukształtować zasady którymi później będziemy się kierować.

Mogę powiedzieć, że jadąc na obóz nie powiem, że to jest to samo miejsce. Co rok, jadę tam z innymi ludźmi, pełna o nowe doświadczenia, gotowa nabyć nowych umiejętności.

Wędrownik uczy się na błędach, ma wady, ale kreuje swoją przyszłość na ich podstawie. Planuje ścieżkę, na której nie będzie popełniał tego samego błędu, jeśli się zdaży, odbije się i pójdzie dalej.









niedziela, 31 marca 2019

Szczegół

"Wędrownik – spostrzega urok życia wszędzie, gdziekolwiek się znajdzie, gdyż odkrywa to, czego inni w pozornej monotonii codziennych dni, dopatrzyć się nie umieją"


Ilu z Was czytało przygody Małego Księcia? Zabrzmi to troszkę po "zuchowemu", ale uważam, że niezależnie od przybywających lat, każdy z nas ma w sobie coś z niego. Mały Książę jak każde dziecko dociekał, nie rozumiał pewnych kwestii, a czasem zadawał pytania wzięte dosłownie z kosmosu. 

Ja też teraz dociekam, czemu wszytko dzieje się tak samo? 

Kiedy wstajemy rano, nie umiemy rozkoszować się poranną kawą, czy herbatą. Idąc do pracy lub szkoły bardziej myślimy nad pierwszą lekcją, lub porannym spotkaniem z przełożonym. Uczymy się, przenosimy pracę do domu, czasem zjemy obiad, aż w końcu padnięci i wykończeni położymy się spać.

Gdyby dostosować to do planu każdego z nas, spisać krok po kroku, to wygląda on tak samo. Zero zmian, zawsze tak samo. Owszem, jeden, poukładany ciąg, który ułatwia nam codzienność jest dobry, ale nie wydaje się wam, że robi się nudny?

Czasu nie da się kupić, a zatem po co marnować go na chwilę wytchnienia i patrzeć jak minuty lecą, a można je wykorzystać w bardziej produktywny sposób. Współczesny świat, wymaga od nas ciągłej gotowości, choćby za cenę jednego schematu dnia. Nie uwzględnia on zatrzymania i rozkoszowania, a tylko ciągłą pracę, nawet jeśli nas nudzi, bądź trudzi w wykonaniu.

Wędrownik planując swój czas zadba o elementy, które pomogą mu rozluźnić się. Ulubiony serial, spacer, kawa z przyjaciółmi. Małe i niepozorne, a dodające spokoju i wytchnienia.

W codziennym wyścigu, wędrownik dostrzeże takie rzeczy, jak choćby świetnie dobrany ubiór. Zatrzyma się i zobaczy, że reklamują nowy film, z ulubionym aktorem. Małe i niepozorne, a dające uśmiech na twarzy.

Sami musimy podejść do naszego planu dnia, sprawdzić go i dodać coś, co ubarwi każdy dzień. Dbajmy o nasz samorozwój codziennie, a nie tylko kiedy przyjdzie zakończenie próby i trzeba stanąć przed komisją, aby opowiedzieć o jej przebiegu.




wtorek, 19 marca 2019

Czasami trzeba się odbić

"Wędrownik zna radość trudnych zwycięstw, urok przyrody, piękno zdobywania samotnie niewydeptanych ścieżek"


Jeden koala, dokładnie w filmie "Sing" powiedział, że kiedy upada się na dno, trzeba się od niego odbić i poszybować w górę. Moglibyśmy uczyć się od niego i sprawdzić czy naprawdę to co powiedział ma sens.

Każdy ma swoje słabe strony i niekoniecznie wie, jak z nimi walczyć, lub pozbyć się ich. Pełni obaw nie przyznajemy się do nich z różnych powodów, najczęściej z chęci bycia akceptowanym przez innych. Większego efektu to nie przynosi, ale prędzej czy później to wychodzi na jaw i wtedy już trzeba powiedzieć jak jest. 

Tak naprawdę słabą stroną może być wszytko. Dla niektórych będzie to nieśmiałość, dla innych wada w postaci uszczerbku na zdrowiu, a nawet problem z matematyką. Nie jest łatwo z tym żyć i często bywa to problemem. Warto zaznaczyć, że kiedy nasza słabość daje o sobie znać, prawdziwi przyjaciele przy nas zostaną (reszta to tylko marny tłum, który coś będzie mruczał pod nosem).

A zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w grupie jest siła?

Gdzieś tam, z tyłu głowy mamy zakodowane, że samowolne podejmowanie czegoś co może nas przerastać i odpychanie pomocy innych, to chęć pokazania wszystkim, że jesteśmy najlepsi, czytaj poprostu głupi. Takie zachowanie jest standardem, a ilu z nas powie, przyzna rację, że potrzeba pomocy?

W naszym świecie, prośba o pomoc brzmi jak prośba, aby ktoś z nas zakpił. Wcale tak nie jest ani nie musi być. Odbijamy się od dna, kiedy prosimy o pomoc, przyznajemy rację, że coś nam nie wychodzi, a przede wszystkim dumę chowamy do kieszeni.

Wiecie, jest też tak, że nosimy w sobie wiele emocji. Ola musiała przez długi czas uświadamiać mi, że wyżalenie, powiedzenie tego co czuję nie jest słabością. Przez to, pokazujemy, że ufamy drugiej osobie, bo nie boimy się powiedzieć tego co w nas siedzi. To nie jest nic strasznego, bardziej dobrego.

Mogłabym powiedzieć, że staram się utrzymać formę, dobrą kondycję, ale nadal jest ona bardzo mała i każde wyjście w góry to moje małe i trudne zwycięstwo. Jestem uparta i duma nie pozwala mi przyznać pewnych rzeczy, tym bardziej nie umiałam przyjąć pomocy, kiedy wchodziliśmy z grupą znajomych na stok. Dopiero kiedy dłużej pomyślałam nad tym, co może się stać, powiedziałam, tak przyjmę wsparcie. Prosta sprawa, polegała na wyruszeniu kilka minut wcześniej, żeby mieć przewagę i brak stresu, że idę zbyt wolno i nie nadążam. Kiedy dotarliśmy do celu, cieszyłam się jak zuch, nawet bardziej.

Cieszmy się jeśli nasze zwycięstwo usiane było kłodami i zasadzkami.
Cieszmy się, kiedy trudne zwycięstwo osiągamy razem.









Wyczyn na miarę siebie

        Zapewne każdy z nas, raz czy dwa, może więcej śnił czy marzył o zdobywaniu. Wielu osiągnięć, czy to sportowych, naukowych, a może...